Ze spokojem w biznes. Jak zadbać o zdrowe finansowanie startupu?


Ze spokojem w biznes. Jak oswoić emocje i stres w biznesie? – zapraszamy dziś do części pierwszej cyklu edukacyjnego dla przedsiębiorców.

Wprowadzenie do cyklu dostępne jest >> TUTAJ.

Część 1. Finansowanie

Lekkoduchy.” „Skaczą od firmy do firmy.” „Brak im odpowiedzialności.” „Bawią się za cudze pieniądze.” Opinie na temat założycieli startupów nie są wyłącznie laurkami – bywają również niepochlebne. Czy uzasadnione? Prawdopodobnie są tacy, co na nie zasługują.

Jednak większość founderów napędzana jest wizją lepszego świata, samorealizacji, osiągnięć i niezależności. Nie wyklucza to braku odpowiedzialności. Startując w biznes często nie mają świadomości, jak wymagającą drogę sobie wybrali. A kiedy decydują się na zewnętrzne finansowanie – stopień skomplikowania całego przedsięwzięcia wzrasta.

Bez właściwego przygotowania i wsparcia trudno udźwignąć własną rolę i jeszcze zadowolić inwestorów. Łatwo wtedy o potknięcia, błędy, które mogą nakręcać spiralę emocji i nieporozumień, by ostatecznie doprowadzić do strat w wielu obszarach. Sprawdźmy jak tego uniknąć.

Granice wolności

Człowiek, który decyduje się na założenie startupu kieruje się na ogół potrzebą swobodnego działania, niezależnością w określaniu trybu pracy i wolnością twórczą. Bez względu na to, jakie jest zewnętrzne źródło finansowania startupu (crowdfoundingowe, od anioła biznesu, z funduszu czy grantu) i bez względu na to w jakim momencie założyciel po nie sięga (na start czy na skalowanie) – zawsze wiąże się to ze znaczną zmianą w postrzeganiu własnej wolności. Choć dużo mówi się o tym, że pieniądze na rozwój firmy są łatwo dostępne, to mało kto uświadamia sobie, jaki koszt przyjdzie zapłacić za możliwość ich użycia. A koszt przecież jest zawsze.

Konkretne osiągnięcia w konkretnym czasie, udziały i zyski określone w umowie, wyznaczone kierunki rozwoju, harmonogramy, kwoty – mnóstwo twardych zobowiązań do wypełnienia. To może oznaczać pożegnanie z własnym trybem pracy, z wolnością twórczą a niekiedy nawet ze swobodą w działaniu, jeśli inwestor lub jego przedstawiciel zbyt mocno ingeruje w działania operacyjne albo manipuluje wypłatami. W takiej sytuacji nie trudno o złość, frustrację, ale także o poczucie braku wpływu a nawet bezsilność.

Proste i powtarzane wielokrotnie rozwiązanie brzmi: „czytaj umowę zanim ją podpiszesz”. To jednak nie wystarcza, gdy dalszy rozwój projektu zależy od pieniędzy. Pojawiają się wtedy trudne do rozwikłania dylematy. Dlatego warto zastanowić się nad własną definicją wolności, niezależności i to nie przed podpisaniem umowy inwestycyjnej, ale jeszcze przed pójściem „na swoje”. Warto tę piękną, uskrzydlającą wartość przełożyć sobie na rzeczywistość. W życiu przecież nie jesteśmy całkowicie niezależni. W Polsce czy USA nadal żyjemy w społeczeństwie, według reguł tego społeczeństwa. Kiedy kochamy, także w jakiejś części rezygnujemy z wolności.

Podobnie jest w biznesie – gdzieś przebiegają granice tego co, pomimo zobowiązań, nadal jest wolnością. Ale są też kwestie, na które nie można się zgodzić, bo jeśli więcej uwagi trzeba będzie poświęcać inwestorowi zamiast rozwojowi biznesu, to mamy gotowy przepis na wypalenie. Zdrowo postawione granice będą wymagały włożenia wysiłku, ale nie pozbawią założyciela całkowitego wpływu na podjęte przez niego przedsięwzięcie. Mogą też uchronić go przed podpisaniem niekorzystnej umowy a w konsekwencji uwikłania w sytuacje związujące ręce.

Wartość w pieniądzach

Stawianie granic będzie trudne, jeśli założyciel wszystko uzależnia od posiadania pieniędzy. Jego własny, osobisty stosunek do pieniędzy jest kluczowy. Jeśli jest to dobro, od którego zależy absolutnie wszystko, jeśli to jest jego być albo nie być, jeśli jego poczucie bezpieczeństwa opiera się na stanie posiadania – to ciśnienie, jakie sobie funduje jest nie do zniesienia. Ta wewnętrzna presja popycha go do pozyskania jakichkolwiek pieniędzy, jakimkolwiek kosztem, a to działa raczej na rzecz ryzyka, nie bezpieczeństwa.

W tym kontekście warto sprawdzić swoją relację z pieniądzem. Własnej wartości trzeba szukać jednak w sobie, w swoich kompetencjach, doświadczeniu, sposobie radzenia sobie z przeciwnościami, relacjach. Wycena startupu nie jest wyceną człowieka, który go założył. Liczba wzmianek w znanych mediach ze zdjęciem założyciela za kierownicą najnowszej Tesli też nie. Pieniądze dla założyciela są środkiem do realizacji celu a nie celem samym w sobie. To odróżnia startup od funduszu a założyciela od partnera czy anioła biznesu.

Z takim nastawieniem i przynajmniej podstawową wiedzą o finansach – łatwiej jest ustalać warunki uzyskania finansowania a nawet zrezygnować z konkretnej propozycji i szukać innych możliwości. Założyciel, który zna swoją wartość, wie czego może dokonać i ma na to twarde argumenty, będzie szukał finansowania rozważnie i ze spokojem.

Podział odpowiedzialności

Odróżnienie roli, jaką pełni założyciel od roli pełnionej przez inwestora jest istotne z punktu widzenia odpowiedzialności ponoszonej przez każdą ze stron. Odpowiedzialność założyciela, który wziął czyjeś pieniądze, by realizować swoją wizję, sprowadza się do tego, by tę wizję zrealizować. Inwestor uwierzył w nią i w umiejętności założyciela. Tak, zaufał mu. Tak, również zaryzykował – swoje oszczędności, kapitał i reputację. To ryzyko jest po jego stronie, odpowiedzialność za dobrą inwestycję jest po jego stronie. To, na czym założyciel ma się skupić, to zrealizować uzgodniony plan. Za to jest w pełni odpowiedzialny – za rozwój biznesu. Na to potrzebne były pieniądze. Skoro więc są, warto rzucić się w wir pracy i czerpać radość z otwierających się możliwości.

Do tego jest potrzebna spokojna i otwarta głowa. Będzie taka, jeśli założyciel zadba o właściwy podział odpowiedzialności, o określenie ról i będzie potrafił stawiać granice, gdy przedstawiciel inwestora zapędzi się na nie swoje pole. Do tego niezbędna jest partnerska relacja między inwestorem a założycielem.

Partnerstwo w relacjach

Polska szkoła wychowuje nas do roli osób cichych, grzecznych, bezkonfliktowych i rezygnujących z własnego głosu w trosce o dobrą ocenę. Trudno w takiej sytuacji nauczyć się określać własne potrzeby i granice oraz rozmawiać tak, by je zaspokajać i chronić. Trudno także zobaczyć je u drugiej strony, zaciekawić się nimi i chcieć je poznać, poszukać podobieństw i różnic. A to pierwszy krok do tego, by zbudować zdrową relację, która jest podstawą owocnej współpracy.

Jest to szczególnie ważne w relacji założyciel <> inwestor i to już na etapie poszukiwania źródeł finansowania. Nie ma sensu wysyłania oferty do funduszu lub instytucji zainteresowanych inną branżą lub warunkami, na które nie można przystać. Rozmowa wstępna także jest okazją do zbadania tego, co w relacji niezbędne, czyli części wspólnej w obszarach działania każdej ze stron. Do tego trzeba znać własne potrzeby i zadawać pytania, które pozwolą poznać potrzeby inwestora oraz rozwiać pojawiające się wątpliwości.

Nie da się tego zrobić będąc jedynie słuchaczem. Co więcej, to może wzbudzić u inwestora brak zaufania do kompetencji przedsiębiorczych założyciela a w skrajnym przypadku zachęcić do zaproponowania warunków bardzo niekorzystnych dla startupu. Zgoda na takie warunki i utrzymywanie się w roli grzecznego ucznia w relacjach z inwestorem, to równia pochyła dla samorealizacji założyciela i efektów biznesowych jego działań.

Mówiąc „potrzeby i granice” często myślimy o aspektach ściśle związanych z biznesem, np. do tego, by rozwijać biznes potrzebny jest 1 mln zł rocznie, oddam za to nie więcej niż 25% udziałów. Tymczasem istnieją jeszcze potrzeby i granice własne założyciela, jak warunki w których będzie pracować, role które będzie pełnić, ludzie których zatrudni, czy osobowość inwestora – na ile będzie on mu wsparciem a na ile natrętną osą. Uświadomienie sobie, że są równie ważne, jak te dotyczące stricte biznesu, to pierwszy krok do tego, by zadbać o własny komfort psychiczny w i tak już wymagającym środowisku startupu.

Otwarta komunikacja

Budowanie relacji to proces. Podlega on wielu zmiennym, bo jako ludzie wciąż się zmieniamy, wciąż odkrywamy nowe obszary naszego życia, zmieniają się liczne biznesowe sytuacje, bywa, że i założyciel, i inwestor znajdują się w nich pierwszy raz. Sztuka polega więc na wzajemnej ciekawości i otwartości. Jest to możliwe wtedy, gdy po obu stronach padają pytania a nie oceny, gdy jest przestrzeń na wyciąganie wniosków z popełnionych błędów, na otwarte mówienie o brakach i trudnościach, na proszenie o wsparcie.

Czasem pomaga postawienie się w roli rozmówcy. Kiedy jako założyciel stawiam się w roli inwestora, to chcę wiedzieć o nadciągającej katastrofie, bo mogę się do niej przygotować a może nawet jej zapobiec.

Do tego potrzebny jest cały obraz sytuacji a nie jej wycinek ze wskaźnikami na plusie. Jako założyciel mam także prawo odmawiać wtedy, gdy czuję, że ktoś wchodzi w moje kompetencje. Czasem inwestorowi trudno przestać być menedżerem. Postawienie granicy kompetencji jest mu przydatne w jego osobistej zmianie.

W komunikacji ważne są dwie kwestie – by była ona bieżąca oraz by odbywała się z szacunkiem do drugiej strony. Jeśli jest na bieżąco, emocje są mniejsze i łatwiej prowadzić rozmowę nawet o bardzo trudnych kwestiach. Natomiast od tego, czy zwracamy się do drugiej strony tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani – zależy reakcja rozmówcy, a w konsekwencji temperatura rozmowy. Ze spokojem łatwiej sprostać wyzwaniom, w emocjach można spalić za sobą mosty.

Spokojne finansowanie

Zewnętrzne finansowanie startupu niesie ze sobą dodatkowy bagaż dla założyciela. Jednak założyciel, który wie, co dla niego znaczy niezależność i potrafi nakreślić jej granice – świadomie sięga po zewnętrzne finansowanie i świadomie podejmuje odpowiedzialność, jaka wynika z jego roli. Koncentruje się więc na realizacji zobowiązań, co daje mu poczucie wpływu na rzeczywistość, w tym także na rentowność projektu, którego się podjął.

Taki założyciel czuje, że podąża własną drogą, bo potrafi obronić swoje racje, nie ulegając wpływom inwestora. Jest jednak w stosunku do niego otwarty, jawnie komunikuje swoje kłopoty i potrzeby, ustala granice i dba, by nie były przekraczane przez żadną ze stron. Korzysta także ze wsparcia i sugestii. Dzięki temu unika osamotnienia, bo wie, że może na kogoś liczyć. Buduje partnerskie relacje w oparciu o wspólnotę celów przy jednoczesnym zachowaniu ról każdej ze stron. Wyedukowany finansowo założyciel, będący w partnerskiej relacji z inwestorem kroczy ze spokojem w biznes.

Dziękujemy za lekturę części 1. Już wkrótce zapraszamy na część 2. Polub nasz profil na LinkedIn, aby otrzymać informacje o pozostałych częściach.

Related articles

Wywiad z Krzysztofem Jaskułą, założycielem Slopera

W ostatnich dniach miałem możliwość usiąść z Krzysztofem Jaskułą,...

ZPF: XII Kongres Regulacji Prawnych – 11 kwietnia 2024

Kongres poświęcony regulacjom w obszarze zarządzania wierzytelnościami ma na...

Świetlana przyszłość?

Zapewne każdy z nas wyobraża sobie przyszłość inaczej, ale...

Największy lotniczy hackathon w Polsce – AviaTech Challenge w maju w Mielcu!

Już w maju Mielec stanie się podkarpacką stolicą lotnictwa...

Jak uzyskać finansowanie na otwarcie biznesu?

Myślisz o otwarciu swojego biznesu? Nie brakuje Ci pomysłów,...
Monika Sowinska
Monika Sowińskahttps://coachprzedsiebiorczych.pl/
Certyfikowana coach, mentorka w licznych programach akceleracyjnych dla startupów i początkujących przedsiębiorców. Wspiera ludzi, którzy rozwijają biznes, bo chcą zmieniać świat, ale giną w twórczym chaosie, gubią w nim radość i sens działania. Uczy tak zarządzać biznesem, by z satysfakcją i z sukcesem realizować odważne wizje.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj